0. Prolog
Draco Malfoy przemierzał szybkim krokiem korytarze Ministerstwa, zmierzając żwawo w konkretnym kierunku. O jego złym humorze świadczyły zaciśnięte w pięści dłonie i zmarszczone czoło. Każdy mijany pracownik Ministerstwa patrzył na blondyna z wyraźnym strachem. Nie było chyba osoby, która nie zachodziłaby w głowę, o co znów poszło z pracownicą Malfoy'a, że jest on tak wytrącony z równowagi. Tymczasem przekleństwa regularnie wydobywały się z mocno zaciśniętych ust arystokraty. Nikt nie ważył się odezwać nawet słowem, przez co ciszę w Ministerstwie przerywał tylko odgłos energicznie stukających obcasów butów mężczyzny o stalowych tęczówkach. W jednej chwili z wielu gardeł wydobyło się westchnienie ulgi, gdy wysoka postać zniknęła za dębowymi drzwiami gabinetu asystentki prezesa Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
- Czego chcesz, Malfoy? - spytała, gdy cisza powoli zaczynała jej przeszkadzać. Znała powód wizyty blondyna, chciała się z nim jednak chwilę podroczyć, jeżeli już przerwał jej pracę.
- Dobrze wiesz, Granger. -odpowiedział, poprawiając swoją granatową marynarkę tak, by srebrny zegarek był lepiej widoczny. Na ten gest Hermiona skrzywiła się nieznacznie, by po chwili odchylić się bardziej na obrotowym krześle. Dobrze wiedziała, że w tej chwili żarty się skończyły i nadszedł czas na poważną rozmowę.
- Usiądź więc. - wskazała mu gestem miejsce naprzeciwko niej, po drugiej stronie ciężkiego, dębowego biurka, na którym w równych kupkach leżały stosy dokumentów. Gość jedynie skinął głową, po czym zajął wcześniej wskazane miejsce, rozglądając się po gabinecie, jednocześnie zbierając myśli. Często bywał w tym miejscu, gdyż był przełożonym byłej Gryfonki, przez co, czy tego chciał, czy nie, musiał od czasu do czasu wymienić z nią parę poglądów, czy po prostu zlecić szatynce kolejne zadanie. Cisza trwała jedynie chwilę, gdy w całkowitym skupieniu lustrował regały pełne segregatorów, stojącą obok nich komodę oraz widok za oszkloną ścianą, swoim uważnym spojrzeniem. Hermiona miała w tym gabinecie wszystko, czego potrzebowała do pracy. Nie mógł zrozumieć, jak może chcieć zostawić wszystko, na co tak długo pracowała.
- Dlaczego odchodzisz? - rzucił bez złośliwości w głosie, z melancholią wpatrując się w odległe szczyty wieżowców. Hermiona westchnęła tylko, gdyż spodziewała się tego pytania. Miała je w głowie już wtedy, gdy rano, jeszcze przed przybyciem Malfoy'a do pracy, kładła wymówienie na jego biurku. Pokręciła w ciszy głową, odwracając wzrok od swojego szefa.
- Nie mogę skupiać się tylko na pracy. Siedzę tu od rana do wieczora, nie mam nawet czasu dla swojego narzeczonego. - rzuciła z żalem. Ron i ona oddalali się od siebie. Weasley znikał gdzieś na całe noce, tłumacząc się, że przesiaduje u Harrego, podczas gdy przyjaciel Hermiony wiele razy mówił jej, że to nie prawda. Często rozmawiała z Potterem o swoim związku, zwłaszcza w piątki po pracy, gdy szli prosto z Ministerstwa do kawiarni naprzeciwko na ich tradycyjną cotygodniową pogawędkę. Żałowała, że jej związek nie układał się tak dobrze, jak tuż po zakończeniu wojny. Miała ochotę rozpłakać się z powodu własnego niepowodzenia w miłości. Wiedziała, że jeśli nie uratuje tego, na czym jej zależy teraz, już nigdy nie zazna szczęścia u boku innego mężczyzny. Była zbyt zapracowana i oschła w obyciu. Kto zechciałby pracoholiczkę, jeśli nie jej dawny przyjaciel, z którym była zaręczona od dwóch lat? W duszy zazdrościła Ginny, która w walce o własne szczęście zerwała z Harrym i związała się z przyjacielem Dracona, Blaisem Zabinim. Teraz wiedli spokojne życie, jako sąsiedzi Malfoy'a i przyszli rodzice dwójki bliźniąt. Brązowooka przerwała rozmyślania o ciężarnej przyjaciółce i jej udanym związku z narzeczonym, przypominając sobie o nietypowym gościu, siedzącym naprzeciwko niej. Wiele czasu zajęło Hermionie zrozumienie, że to nie nauka jest w życiu najważniejsza. Udało jej się jednak zrozumieć, że miłość i przyjaźń rządzą szczęściem. Zaraz oi zakończeniu wojny jej spojrzenie na świat uległo wielkiej zmianie. Najbardziej przyczyniło się do tego odnalezienie jej rodziców, z których w żaden sposób nie dało się zdjąć zaklęcia zapomnienia. Wiele miesięcy podróżowała, szukając ukojenia po stracie bliskich, aż w końcu powróciła do starego życia z kompletnie innym podejściem do niego.
- Powinnaś to przemyśleć. Dobrze wiesz, że nie znajdę lepszej osoby na to stanowisko. Poza tym dlaczego się oszukujesz? Wieprzlej cię nie kocha, widzi tylko czubek własnego, świńskiego nosa. - po przemowie arystokrata wstał, wygładzając jeszcze materiał spodni, po czym bez słowa ruszył w stronę drzwi. W duchu Hermiona przyznała Draconowi rację, miała jednak świadomość tego, jak bardzo trudno będzie jej znaleźć kogoś innego. Nie chciała takiego życia. Nie pisała się na samotność, wybierając tę pracę. To było spełnienie jej marzeń. Musiała jednak walczyć o normalną rodzinę.
- Nie zmienisz mojej decyzji, Malfoy. Za tydzień już mnie tu nie będzie. - rzuciła zbyt oschle, odwracając się do niego bokiem. Pokazała gościowi, że jego wizyta dobiegła końca.
- Jesteś tak uparta, Granger... - warknął, zatrzymując się przy drzwiach, ostatni raz patrząc w jej stronę.
- Wyjdź. - powiedziała łamiącym się głosem, widząc błysk złości w oczach byłego Ślizgona. Nie miała ochoty na kłótnie, nawet na przekomarzanie z blondynem. Zaraz po trzaśnięciu drzwi wstała, odchodząc od biurka i pocierając nasadę nosa. Miała dość wrażeń na dziś.
****
- Potter, musimy pogadać. - zagadnął blondyn, wchodząc do gabinetu swojego kolegi. Po wojnie zakopali topór wojenny i obecnie tworzyli naprawdę zgrany duet. Gdyby nie te wieczne sprzeczki z Granger, tworzyliby świetne trio, ale tym się Malfoy w obecnej chwili nie przejmował. Uniósł swój podbródek, wyostrzając tym samym arystokratyczne rysy kości policzkowych dzięki naciągniętej skórze.
- Wiem, słyszałem. - odparł brunet smutno. Poprawił nieco ułożenie okularów na nosie, by nie przeszkadzały mu w ocenianiu wyrazu twarzy towarzysza. Odłożył pióro, którym niedawno pisał na bok, by lepiej skupić uwagę na Draconie, który wyglądał na przejętego. Harry od dawna wiedział, że były Ślizgon potrzebuje jego przyjaciółki nie tylko w pracy, ale i w życiu codziennym. Bez dogryzania jej z pewnością utonąłby dawno w morzu wspomnień wydarzeń dawnych lat. On także miewał te koszmarne wizje, które nocą niosły za sobą obrazy wojny i rzeczy, do których zrobienia był niestety zmuszony. Nie mógł sobie wybaczyć niektórych czynów, przez co zadręczał się nocami. Co więc musiał czuć były Śmierciożerca?
- Nie możesz przekonać jej do tego, żeby została?
- Dobrze wiesz, że nie potrafię. To jej decyzja. Ostatnio nie układa jej się z Ronem... Ona chce to naprawić, zależy jej...
- Skończ gadać tak jak ona.- przerwał mu Malfoy ostro, odwracając się w stronę barku Harry'ego,
skąd wyciągnął szklankę i butelkę trunku, którego w tamtej chwili naprawdę potrzebował. Harry jedynie spojrzał na to krzywo, ale nie skomentował zachowania byłego Ślizgona. Był już przyzwyczajony do jego picia w trakcie pracy. Malfoy natomiast zatrzymał swe ruchy. Cała ta sprawa z Granger działałą mu tylko na nerwy. Potrzebował jej w Ministerstwie. Nie rozumiał, dlaczego dziewczyna tak bardzo przejmowała się całym tym związkiem z Weasley'em. Przecież nie potrzebowała partnera. Była zarozumiała, lubiła się rządzić i ciągle wpychała nos w nie swoje sprawy. Po co facet takiej kobiecie? Nie dziwił się Ronowi, że od niej uciekał. Też by tak zrobił na jego miejscu. A przynajmniej tak sobie wmawiał. - Dobrze wiesz, że jest szpiegowany przez moich ludzi, odkąd ta głupia kobieta zaczęła mieć z nim problemy. Od dwóch miesięcy zdradza ją regularnie z losowymi pannami. W ich łóżku. Kiedy ona pracuje. Dlaczego jej tego nie powiesz? - Harry zrobił minę zbitego psa. Malfoy nie mógł na niego patrzeć, zajął się więc alkoholem, który przyjemnie spływał po ściance naczynia, gdy zapełniał nim szklankę.
- Malfoy, nie mogę jej tego zrobić. To moja przyjaciółka, nie mam nikogo bliższego... Gdyby się dowiedziała, pękłoby jej serce.
- Więc wolisz, żeby twoja "wielka przyjaciółka" męczyła się z facetem, który ma ją w dupie i więcej zainteresowania okazuje losowym pannom? To żałosne, Potter. Jeśli jej tego nie powiesz, ja to zrobię. I to w o wiele mniej delikatny sposób. - skończył swoją przemowę porządnym łykiem ze szklanki. - Ona się z nim zmarnuje. - dodał tylko. Zielonooki musiał przyznać mu rację. Nadal utrzymywał z Ronem przyjazne kontakty, spotykali się od czasu do czasu, ale dobrze wiedział, że wojna zmieniła jego przyjaciela. Stał się egoistyczny i oschły, przez co źle traktował swoją narzeczoną. Związki ze szkolnych lat nie zawsze kończyły się powodzeniem. On i Ginny przecież rozstali się ze sobą kilka lat temu. Nadal mięli dobre kontakty- Harry czasami odwiedzał ją lub wpadał do Zabinich na niedzielne obiady. Naprawdę nie pragnął dla Rona złego losu. Chciał tylko uchronić swoją przyjaciółkę przed bólem. Co miał zrobić, żeby uniknąć widoku jej łez? Zwrócił swój wzrok w stronę blondyna, który nadal opierał się o barek, teraz jednak dolewając sobie płynu do naczynia. Westchnął.
- Postaram się z nią o tym porozmawiać, ale nic nie obiecuję. Jutro mam wjazd służbowy... Nie wrócę wcześniej, niż za tydzień. Ona może tu już nie pracować. Mogę pomóc jej skończyć z Ronem, ale nie wiem, czy uda mi się przekonać ją do powrotu.
- Rozumiem. - Draco odłożył szklankę, po czym postąpił kilka kroków w kierunku wyjścia. - Dzięki. - rzucił ciszej, odwrócony do Harry'ego plecami. Brunet uśmiechnął się smutno. Wiedział, że takie słowa rzadko słyszy się od arystokraty Malfoy'a. Draconowi musiało naprawdę zależeć na tej pracy.
- Zaopiekuj się nią, kiedy mnie nie będzie. - poprosił jeszcze, widząc, że mężczyzna o stalowych tęczówkach naciska klamkę. Malfoy zatrzymał się, a na jego usta wypłynął szyderczy uśmieszek.
- Chciałbyś, Potter.
****
Draco Malfoy od kilku godzin siedział w salonie swojego dużego, elegancko urządzonego domu, w którym mieszkał sam. Nie miał ochoty iść do przyjaciela, który przebywał z Ginny zaraz obok. Bycie sąsiadem najlepszego kumpla miało swoje plusy, ale i minusy. Na przykład takie, że kiedy Draco chciał pomyśleć nad czymś w samotności, Blaise dobijał się do jego drzwi, zapraszając blondyna do siebie. Tego dnia jednak Malfoy'owi towarzyszyła zupełna cisza. Nikt nie przerwał jego rozmyślań, które dziwnym sposobem wciąż nawiązywały do problemu Hermiony Granger. Jak dziedzic fortuny Malfoy'ów miał rozwiązać tę trudną sytuację? Chciał odzyskać kobietę, która każdego dnia witała go brzydkim słowem i dumnie wystawionym środkowym palcem. Od kilku miesięcy nic nie było takie, jak kiedyś. Brązowooka zaszywała się w swoium biurze i nie wychodziła z niego nawet na przerwy. Zaraz po pracy uciekała do domu, unikając rozmów z kimkolwiek. Draco z początku starał się przywrócić dawny porządek rzeczy, częściej ją obrażając, ta jednak po prostu rozpłakała się pewnego dnia. Od tamtej pory mężczyzna nie mógł na nią patrzeć. Wszędzie widział jej zapłakany wzrok i drgające wargi. Dlaczego tak przejęła się kilkoma wyzwiskami? Co się stało, że przestała być dumną, pewną siebie kobietą, która ciągle działała mu na nerwy? Wtedy Malfoy bliżej zainteresował się życiem prywatnym Hermiony. I dowiedział się wielu ciekawych rzeczy o jej nieudanym związku z Weasley'em. Od tamtej pory wciąż starał się naprawić humor kobiety i jakoś ruszyć ją, by była taka, jak przed zmianą. Ta jednak z każdym dniem coraz bardziej oddalała się od niego i własnego przyjaciela- Harry'ego. Aż pewnego dnia zobaczył te papiery. Wtedy wszystko w nim pękło. Jako powód prośby o zwolnienie wpisała "chęć poprawy życia". Czy aż tak źle było jej przy nim, w Ministerstwie? Nie mógł zrozumieć, dlaczego ten Wieprzlej tyle dla niej znaczył. Przecież w ogóle się nią nie interesował i nie zasługiwał na jej uwagę... Kobieta o takim intelekcie powinna z łatwością wywnioskować, że którykolwiek Weasley nie jest jej partią.
Blondyn przeczesał swoje platynowe włosy, które od czasu szkoły trochę urosły. Sięgały mu teraz kości policzkowych, układał je jednak specjalnym zaklęciem, dzięki czemu nigdy nie opadały na jego twarz, okalały ją jednak w uroczym nieładzie. Wiele zmieniło się od czasu zakończenia przez niego Hogwartu. Pamiętał, jak po wojnie wrócił do szkoły, pragnąc naprawić wyrządzone krzywdy. W pierwszej kolejności przeprosił dawnego wroga- Hermionę Grenger- i obiecał, że już nigdy nie nazwie jej szlamą. Dobrze pamiętał jej wyraz twarzy, gdy to usłyszała. Do dziś nie mógł przestać jej tego wypominać.
Mężczyzna potarł zarośnięty delikatnie policzek, myśląc nad czymś intensywnie. Dlaczego tak zależało mu na tym, żeby ta kobieta nadal pracowała w Ministerstwie? Była dobra, ale mógł znaleźć kogoś, kto zastąpiłby ją i byłby przynajmniej w połowie tak skuteczny. Nie mogło chodzić o pracę. Czy ona mu się podobała?
Zastanowił się nad tym. Nigdy nie rozważał takiej możliwości, teraz był jednak wystarczająco zdesperowany w swoich przemyśleniach, żeby wziąć taki wariant pod uwagę.
Przymknął oczy, wyobrażając sobie twarz kobiety, która tak bardzo działała mu na nerwy. Jasna, gładka cera, duże, czekoladowe oczy, okolone przez ciemne rzęsy, lekko zmarszczone brwi, rozchylone usta... Wszystko to otulone kaskadą brązowych, gęstych loków. Ładna figura, z której wyróżniały się z pewnością długie, szczupłe nogi. Granger wyrobiła się przez te wszystkie lata. Zdecydowanie nie przypominała już dawnej siebie. Szkoda tylko, że zakrywała się tak bardzo tymi zimnymi, pozbawionymi wyobraźni ubraniami. Draco nie musiał bardzo wysilać się, by stwierdzić, że faktycznie Hermiona jest w jego typie. Wiedział jednak, że to, co o niej myśli, powodowane jest przede wszystkim tym, że nie dała mu się w żaden sposób. Gdyby okazała mu zainteresowanie, jak każda inna kobieta, w pobliżu której przebywał, zapewne jego emocje opadłyby i nie skupiałby się tak na niej.
Młody arystokrata myślał chwilę. Ostatnią partnerkę zaprosił do swojego łóżka dobre kilka miesięcy temu. Wiedział dobrze, że wystarczyło jedno jego spojrzenie, by mieć kilka piękniejszych i bardziej namiętnych od Granger, nie mógł się jednak oprzeć wyzwaniu. Nie wiedział, na czym ma polegać ich relacja i czego on właściwie oczekuje. Nie miał pojęcia, czy szatynka zgodzi się na to i w jakim stopniu zadziała to na ich relacje. Chciał zabawić się porządnie przed odejściem brązowookiej. W jednej chwili przestało mu zależeć na jej powrocie do pracy. Mógł ją zostawić po tych siedmiu dniach, zadowolony z tego, że wypełnił swój cel i zaliczył jedyną kobietę, która mu się opierała. Właśnie w tamtej chwili dotarło do niego, że pragnął tego od dłuższego czasu- by utrzeć nosa tej małej kobietce.Nie był pewny, czy robi dobrze. Nie obchodziło go, co na to Potter. Nie zaplanował niczego konkretnego i nie wiedział, czy faktycznie cokolwiek w jego relacjach z Granger będzie planowane. Ba, nie miał nawet pojęcia, czy ona się zgodzi!
Wiedział jedno. Miał tydzień.
Hej! Wpadłam na Twojego bloga, patrząc spisy blogów o Dramione i powiem Ci, że bardzo mnie zaintrygowałaś, a szczególnie końcówką :D Prolog jak to prolog, początki są trudne, ale z mojego punktu widzenia, udało Ci się, mnie zaciekawić. Będę tu wpadać regularnie i starać się komentować c; czekam na I rozdział w takim razie :D
OdpowiedzUsuń~Enigma Nox
PS. Przy okazji zapraszam do siebie, jestem początkująca c:
http://four-missions-dramione.blogspot.com/
(Sorka za spam)